Kanczendzonga z bliska

Nieindyjskie Indie

Podczas gdy większość odwiedzających Indie skupia się na miejscach pełnych ludzi, świątyń hinduskich, tradycjach maharasztrańskich, radżastanskich lub podobnych – my rozpoczęliśmy naszą podróż po Indiach od miejsca zupełnie odmiennego. Sikkim to niewielki górzysty stan u podnóża Himalajów, w północno-wschodnich Indiach. Jeszcze 40 lat niezależne królestwo, jeszcze 15 lat temu kraina trudno dostępna dla turystów. Zamiast świątyń hinduskich, są klasztory buddyjskie, zamiast tłumów ludzi – garstka mieszkańców (niecały milion), zamiast tradycji kojarzonych z książek o Indiach – kultura bliższa tybetańsko-nepalskiej z długimi, wysokimi, białymi flagami buddyjskimi rozwieszonymi na bambusowych masztach w każdej wiosce.

Dzwoniące Dzo

Nie znależliśmy się tam przypadkiem. Wymarzyliśmy sobie, że staniemy oko w oko z Wielkimi Górami. Nie, żeby jakaś ekspedycja, daleko nam wszak do tego typu wyczynów, ale trek był już w naszym zasięgu. Taka eskapada w Himalajach, to trochę jak wyprawa harcerska: przez ponad tydzień wędrujemy z przewodnikiem przez góry śpiąc pod namiotem. Jest też kucharz, który targa ze sobą wałówę i gary, a dokładniej targają to za niego dzo oraz tragarze. Targają, ponieważ na tej trasie nie ma żadnej infrastruktury i wszystko co potrzebne trzeba przynieść ze sobą. Wypada też wyjaśnić, czym jest dzo. Z punktu widzenia genów to mieszanka yaka i bawoła, zwierzę trochę podobne do włochatej krowy. Wygląda niezgrabnie, ale na swych silnych nogach potrafi wspinać się stromymi scieżkami pod górę. Dzo są bardzo łagodne i przyjazne.

Góra o pięciu szczytach

No więc bliskie spotkanie z górami. A szczególnie jedną – najwyższą w Indiach, 3 najwyższą na świecie, o pięciu wierzchołkach, którą Tybetańczycy niedyś nazwali Kanczendzonga. Żeby zaglądnąć jej w żleby, moreny i przełęcze musieliśmy dostać się trochę wyżej niż bywamy na co dzień. Najlepiej ją bowiem podglądać z okolic przełęczy Goecha La, na poziomie ok. 4900 m.

Trudne początki

Wyruszyliśmy z małej wioski Yuksom otoczonej przez lesiste wzgórza ze zboczami stromo schodzącymi w stronę koryta rzeki. Yuksom to punkt początkowy i końcowy większości wędrówek po tych okolicach, więc na ulicy (jest jedna) wielu zachodnio-wyglądających turystów relaksuje się przed, tudzież po wyprawach.
W ciągu pierwszych 3 dni mieliśmy do pokonania ponad 2000m różnicy wysokości. Wpierw szliśmy ścieżką wijącą się wzdłuż zbocza głębokiej doliny porośniętej gęstym lasem – dżunglą – i choć klimat jest tu bardziej górski, niż tropikalny, z drzew zwisały liany. Droga, bardzo dobrze wyznaczona i nieźle utrzymana, zmieniała często nachylenie w górę i w dół; przekraczaliśmy dziesiątki małych strumieni i rzek. Niefortunnie już drugiego dnia szliśmy z potokami nie tylko u stóp, ponieważ oboje nas dopadło lekkie przeziębienie. Poza tym zastane za biurkowym trybem pracy mięśnie na początku dawały o sobie znać.

Ośnieżone szczyty

Na trzeci dzień wiedzieliśmy już jednak, że nie damy się pokonać. Opanowaliśmy katar, a nogi przyzwyczaiły się do codziennego, wielogodzinnego marszu: po nocy spędzonej na 3000m, w niewielkiej osadzie uchodzcow z Tybetu, ruszyliśmy stromym traktem pod górę, wśród drzew i krzewów rododenronowych, by dotrzeć do polany Dzongri na wysokości 4000m. Tam zaplanowana została aklimatyzacja, bo wysokość 4000 to już wystarczająco dużo, żeby odczuć objawy choroby wysokościowej. Tu też wreszcie mogliśmy dostrzec ośnieżone wierzchołki otaczających nas sześcio- i siedmiotysięczników oraz Kanczendzongi, które towarzyszyły nam już od tej pory.
Podczas całej wyprawy nie musieliśmy się martwić o zawartość brzuchów. 3 posiłki dziennie przygotowywane przez “ekipe z namiotu kuchennego” zawsze potrafiły nas pozytywnie zaskoczyć. Poza tradycyjnymi popisami typu dhal, chiappati, curry, czy nawet momosy mogliśmy zawsze liczyć na luksus dodatku z kuchni kontynentalnej: frytki, popcorn czy owsiankę. Narzekać mogliśmy tylko na przegotowaną wodę, którą dostawaliśmy do picia co rano, która po jakimś czasie przestała nam smakować.

“Góry” na wyciągnięcie ręki

Ostatnie podejście przed przełęczą dla nas obojga było sporym wysiłkiem i poświęceniem. Najpierw musieliśmy pokonać odcinek do wysokości 4300 m, który zakończyliśmy z bólem głowy będącym objawem choroby wysokościowej. A potem – ledwie kilka godzin pózniej – koło 2.30 zaczęliśmy wspinanie w zupełnej ciemności by jeszcze przed wschodem słońca dotrzeć na 4600 m w okolice przełęczy Goecha La. Stąd roztaczał się wyjątkowy widok na pomarańczowiące się wschodzącym słońcem szczyty Kanczendzongi. Byliśmy ze wszystkich stron otoczeni białymi szczytami, u stóp gór zalegały gigantyczne żwirowiska kamieni. Wiał przeszywający lodowaty wiatr. Wydawało się, że możemy dotknąć tych ośnieżonych wierzchołków.

I tak właśnie, pomimo mało rozruszanych ciał, mroźnych nocy i paskudnej wody pitnej zdobyliśmy poddasze świata :-)

Wyruszamy na trek na górę mapy, by ujrzeć to co pod mapą...Wyruszamy na trek na górę mapy, by ujrzeć to co pod mapą…

Wyruszamy na trek na górę mapy, by ujrzeć to co pod mapą…

Pierwszego dnia mieliśmy do pokonania 3 mosty wiszące nad przepaścią.Pierwszego dnia mieliśmy do pokonania 3 mosty wiszące nad przepaścią.

Pierwszego dnia mieliśmy do pokonania 3 mosty wiszące nad przepaścią.

Drugiego też nie zasypialiśmy gruszek. Taką drogę już mamy zasobą w porze lunchu.Drugiego też nie zasypialiśmy gruszek. Taką drogę już mamy zasobą w porze lunchu.

Drugiego też nie zasypialiśmy gruszek. Taką drogę już mamy zasobą w porze lunchu.

 
Lunchu na trawie...Lunchu na trawie…

Lunchu na trawie…

Choć poźniej będziemy już jadać raczej w różowej jadalni. Z Kimberley i Tomem z Teksasu.Choć poźniej będziemy już jadać raczej w różowej jadalni. Z Kimberley i Tomem z Teksasu.

Choć poźniej będziemy już jadać raczej w różowej jadalni. Z Kimberley i Tomem z Teksasu.

A tu przedstawiamy nasze dzo. Zawsze gotowe do dalszej drogi (a było ich sztuk trzy).A tu przedstawiamy nasze dzo. Zawsze gotowe do dalszej drogi (a było ich sztuk trzy).

A tu przedstawiamy nasze dzo. Zawsze gotowe do dalszej drogi (a było ich sztuk trzy).

 
Dzień trzeci. Tragarze wyruszyli poł godziny po nas, a już na depczą nam po piętach.Dzień trzeci. Tragarze wyruszyli poł godziny po nas, a już na depczą nam po piętach.

Dzień trzeci. Tragarze wyruszyli poł godziny po nas, a już na depczą nam po piętach.

Tu się aklimatyzujemy w dniu czwartym, na polanie Dzongri 4000 m npm.Tu się aklimatyzujemy w dniu czwartym, na polanie Dzongri 4000 m npm.

Tu się aklimatyzujemy w dniu czwartym, na polanie Dzongri 4000 m npm.

Na wysokości 3000-4000 m npm rosną już tylko krzewy rododendronów.Na wysokości 3000-4000 m npm rosną już tylko krzewy rododendronów.

Na wysokości 3000-4000 m npm rosną już tylko krzewy rododendronów.

 
Kubek gorącej herbaty na dobry początek dnia piątego.Kubek gorącej herbaty na dobry początek dnia piątego.

Kubek gorącej herbaty na dobry początek dnia piątego.

I znowu w górę!I znowu w górę!

I znowu w górę!

Pozujemy z chorągiewkami modlitewnymi...Pozujemy z chorągiewkami modlitewnymi…

Pozujemy z chorągiewkami modlitewnymi…

 
...oraz z 8-tysięcznikiem...…oraz z 8-tysięcznikiem…

…oraz z 8-tysięcznikiem…

który po chwili przysłoniła gęsta chmura.który po chwili przysłoniła gęsta chmura.

który po chwili przysłoniła gęsta chmura.

Michał co wieczór sprawdzał stan swojego zarostu...Michał co wieczór sprawdzał stan swojego zarostu…

Michał co wieczór sprawdzał stan swojego zarostu…

 
W nocy szron atakuje nasze namioty.W nocy szron atakuje nasze namioty.

W nocy szron atakuje nasze namioty.

A rzekę skuwa lód.A rzekę skuwa lód.

A rzekę skuwa lód.

A my idziemy dalej głęboką doliną..A my idziemy dalej głęboką doliną..

A my idziemy dalej głęboką doliną..

 
po drodze czasem odpoczywając...po drodze czasem odpoczywając…

po drodze czasem odpoczywając…

Góry raz jeszczeGóry raz jeszcze

Góry raz jeszcze

Szczyty Kanczendzongi oświetlone przez pierwsze promienie słoneczne...Szczyty Kanczendzongi oświetlone przez pierwsze promienie słoneczne…

Szczyty Kanczendzongi oświetlone przez pierwsze promienie słoneczne…

 
Kanczendzonga 8598 m npm, trzecia najwyższa góra świataKanczendzonga 8598 m npm, trzecia najwyższa góra świata

Kanczendzonga 8598 m npm, trzecia najwyższa góra świata

Zmęczeni i zmarznięci wracamy do obozowiska...Zmęczeni i zmarznięci wracamy do obozowiska…

Zmęczeni i zmarznięci wracamy do obozowiska…

Czy naprawdę aż tyle przeszliśmy po ciemku przed świtem?Czy naprawdę aż tyle przeszliśmy po ciemku przed świtem?

Czy naprawdę aż tyle przeszliśmy po ciemku przed świtem?

 
Po 3 godzinach docieramy do obozowiska z poczuciem spełnionego celu!Po 3 godzinach docieramy do obozowiska z poczuciem spełnionego celu!

Po 3 godzinach docieramy do obozowiska z poczuciem spełnionego celu!

I jeszcze pamiątkowe foto z górą w drodze powrotnej.I jeszcze pamiątkowe foto z górą w drodze powrotnej.

I jeszcze pamiątkowe foto z górą w drodze powrotnej.

I już znikamy w chmurze.I już znikamy w chmurze.

I już znikamy w chmurze.

 
I już przedmurze Yuksom, gdzie rozpoczęliśmy i kończymy trek.I już przedmurze Yuksom, gdzie rozpoczęliśmy i kończymy trek.

I już przedmurze Yuksom, gdzie rozpoczęliśmy i kończymy trek.

Na koniec kilka wskazówek co do obchodzenia się z krokodylami w Himalajach.Na koniec kilka wskazówek co do obchodzenia się z krokodylami w Himalajach.

Na koniec kilka wskazówek co do obchodzenia się z krokodylami w Himalajach.

 

2 Comments on "Kanczendzonga z bliska"

Sortuj po:   najnowsze | najstarsze | most voted

Hej! Ile Wam zajęłą ta wyprawa? Będę miał okło 7-8 dni na miejscu i zastawnawiam się, czy dam zdążę. Szliście sami, czy z jakimś biurem, przewodnikiem?

Cześć! Trekking do przełęczy Goecha La organizowaliśmy z http://www.sikkimtravelexpress.com i polecamy ich usługi. Szliśmy w grupie 4 osobowej (my i para z USA) plus przewodnik, plus 3 dżo, ktore niosły sprzęt biwakowy oraz jedzenie dla 8 osob na 8 dni, plus poganiacze dżo oraz kucharz. W 2010 roku na trasie tego treku nie było sklepów, osad ani wsi co oznaczało, że wszystko co potrzebne musieliśmy spakować do plecaków lub załadować na zwierzęta. Nie wiemy czy w krócej niż 6 dni możesz zrobić tę trasę. Wychodząc na wysokość ponad 5000 m npm potrzebujesz czas na aklimatyzację. Najlepiej napisz do agencji i… Read more »
wpDiscuz